on-i-on blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

Wczoraj imieniny Bąbla. Niestety, nie poimprezowaliśmy, ale nadrobimy to w najbliższą sobotę. A właśnie, nigdy nie wspominałem, jak mój Pan Mąż ma na imię, więc teraz będzie łatwiej się domyśleć :). Prezent, jaki sobie zażyczył, to zasilacz do laptopa, mało romantyczny, ale cóż… Więc (więc wiem, że nie zaczyna się zdania od więc ;) ) muszę latać za tym zasilaczem, bo niestety nigdzie nie ma o odpowiednim natężeniu (albo napięciu – kto to wie…). Znalazłem już na jakimś warszawskim zadupiu, ale z braku czasu nie mam się kiedy wybrać, dlatego też Bąbel musi na razie korzystać z mojego sprzętu ( i tu wcale nie chodzi o sprzęt, z którego korzystania najbardziej bym się ucieszył :D)

Swego czasu pisałem listę czynności do wykonania, żeby zdobyć pierwszy milion. Zacząłem regularnie (codziennie!!!) chodzić do pracy, ale niestety do miliona nie zbliżyłem się nawet o krok. Nawet do pół miliona. Nawet do stu tysiączków! Jednak wakacje to posucha w branży reklamowej. Jedno zamówienie, następne będzie pewnie dopiero w październiku… Z porządkiem w domu…. Aaa, nie będę o tym nic pisał… Z pozytywnych rzeczy, to tylko plan wyjazdu się wyklarował i już dokładnie wiemy co będziemy zwiedzać.

Wyjeżdżamy za 43 dni

Brat mój ze swoim facetem jadą w marcu do Singapuru, my chcieliśmy do Kenii, ale chyba nam się nie uda. W tym czasie pewnie będziemy uzdatniać do użytku nasze gniazdko, więc o wyjeździe możemy zapomnieć. Inne pory roku na Afrykę odpadają, więc pewnie zostają Indie, ale te dopiero od września, bo wcześniej szaleją tam monsuny, powodzie i jakiś inne „dary natury”, które mogę nie zechcieć okazać się łaskawymi dla turystów z IV RP.

Kilka dni temu wywołałem na poczcie wielką burzę. Nawet się tego nie spodziewałem, a zaczęło się od skargi na listonosza. Nienawidzę tej instytucji, staram się jej unikać jak ognia, ale niestety jestem na nią skazany. Nasz kochany pan doręczyciel bardzo często „zapomina” przynieść mi przesyłkę poleconą. Nie zapomina natomiast zostawić awiza. W związku z tym, średnio dwa razy w tygodniu drałuję jak kot z pęcherzem na pocztę i spędzam tam ok. 2 godzin swojego cennego życia. W poniedziałek nie wytrzymałem, jak ochrona przyniosła mi awizo, bo „właśnie był pan listonosz”. Wysmarowałem skargę i prośbę o interwencję. Dziś rano odwiedziny. Przyszła osobiście pani inspektor. Prosiła, żeby skargę wycofać, żeby dać im szansę, że się starają, że Bemowo to wielki rejon, że mają 30 listonoszy, itp. Dowiedziałem się też, że moja skarga nie była pierwszą na tego gościa, że został już ukarany (stracił premię, „13” i dostał naganę), ale każda skarga pisemna jest też przeciwko kierownictwu. Jako, że kierownictwo mi nie zawiniło, przeprosiny przyjąłem, skargę wycofałem. Mam nadzieję, że moje odwiedziny tego przybytku wątpliwej rozkoszy będą rzadsze.
Może ktoś sobie pomyśli, że jestem wredną świnią. Niech myśli, ale uważam, że pracę trzeba wykonywać jak należy. Nikt nikogo do pracy nie zmusza, a umowa o pracę jest umową dwustronną – wymaga zgody obydwu stron. Praca jest towarem, za który się płaci ustaloną cenę. Jeśli towar nie spełnia wymogów – albo się obniża cenę, albo go zwraca. Proste.

Marko

Szukam męża. Mój Pan Mąż też szuka męża. Obaj szukamy męża. Szukamy męża dla mojej siostry. Jesteśmy w szoku, po trzech latach związku się rozstała ze swoim narzeczonym. Oficjalnym narzeczonym. Narzeczonym po zaręczynach. Ale chyba nie bardzo rozpacza po tym rozstaniu, mówi, że czuła się przyduszona w związku. Mama też nie dziwi się. Mój niedoszły szwagier nie mógł np. zrozumieć, że siostra nie może z nim gadać godzinami jak jest w pracy. Każdą chwilę chciał, żeby mu poświęcała, ale sam, jak tylko miał czas, uciekał z Warszawy na żagle. Sam. Bez komentarza.

W tym tygodniu bardzo się z Bąblem ukulturalnialiśmy – trzy razy byliśmy w IMAXie na trzech filmach – Safari po południowej Afryce, nurkowanie na rafach koralowych i…. na „Sezonie na misia 3d”. Szczególnie po tym ostatnim czujemy się totalnie odchamieni :D

A tak poza tym to pływamy. A właściwie płyniemy. W okolicach karku zbiera się strużka, spływa w dół, żeby w okolicach strategicznych dla gejowskiego życia przekształcić się w całkiem pokaźną rzeczkę. Gorąco. Wiatrak działa non stop, w nocy dorobiłem się bólu gardła, więc z przełykaniem mam kłopoty ;). Ufff. Dobrze chociaż, że dzwoniła d nas pani od naszego Developera z informacją, że zmieniają nam cenę mieszkania. Zwykle w takich wypadkach chodzi o podwyższenie ceny, ale nie z naszym fartem! Nam obniżają! O całe 500 złotych polskich :) Nie żeby 5 stów na metrze, ale na całości…. Ale przynajmniej będzie na lampę do salonu :)

Za 51 dni wyjeżdżamy. Już nie możemy się doczekać. Trasa powoli się klaruje i coraz bardziej obawiam się, że będziemy mieli zbyt mało czasu. Chiny są takie wielkie, tyle do zobaczenia…

Oj, cosik długo nie pisałem… Ale bywa – brak czasu, chęci a może po prostu weny twórczej???

Fińczyki wyjechali do Krakowa, Wawka im się podobała. A flaczki bardzo smakowały :) No i mamy zaproszenie do Finlandii, więc może w przyszłe lato pojedziemy? Bąbel chciałby zobaczyć białe noce, odwiedzić wioskę Świętego Mikołaja – Rovaniemi, a to tylko w lecie… Z kolei fajne są też zorze polarne, a te z kolei tylko w zimie. Problem jest tylko ten, że ani ja, ani mój Pan Mąż nie znosimy zimna… Tym bardziej na Kole Podbiegunowym.

A dziś piątek 13. Niby data jak data, wierzyć w zabobony w XXI wieku? Niby bzdury, ale… Dzisiaj dostałem od Orange nowy telefon. SPV M650. Zajebisty. Z GPS. Ale z GPS tylko teoretycznie, bo zapomnieli dodać oprogramowania, kartę micro SD i mapę. Godzina w salonie firmowym i nic. 10 telefonów do:
- BOK
- Cargoforte (magazyn sklepu internetowego Orange)
- znowu do Cargoforte, ale innego działu
- ponownie BOK
- i nazat…. Cargoforte
- a teraz dla odmiany sklep internetowy
- dawno nie było BOKu
- i znów sklep internetowy
- i jeszcze raz
- a teraz Cargoforte, żebym numeru nie zapomniał…

I co…

…. I g.

Ale wreszcie, za 11 telefonem do BOK udało mi się złożyć reklamację i otrzymać zapewnienie, że w ciągu 14 (!) dni będę mógł odebrać brakujące elementy w salonie firmowym…

Marko

Ufff, pierwszy dzień z Finami. Przesympatyczni, wygadani, ogólnie świetni. Kilka lat temu spędziłem prawie rok w ich pięknym kraju (byłem na stypendium), więc nawet mogłem się pochwalić kilkoma słowami. Na obiad była ogórkowa, mielone z ziemniaczkami i mizerią. Chyba smakowało, bo dokładek sobie nie żałowali :) Oczywiście pękła nasza swojska żubrówka, także humorki do samej nocki wesołe. Jutro turystyczkarstwo. Ja biorę sobie wolne, Bąbel na zwolnieniu lekarskim przez najbliższe 10 dni (dostał na odstresowanie się :P). Jedziemy do Łazienek, na Starówkę i…. no właśnie, i…???
Na obiad jutro flaczki (!) – jeszcze o tym nie wiedzą, ale chyba przeżyją, skoro tak smakowała im zupa ze „zgniłych” ogórków :) Schabowy z młodą kapustką i ziemniakami. Na śniadanie otworzę konfitury, o których pisałem kilka notek temu, będzie też wędlinka, ser i chleb razowy – dla Finów totalna egzotyka :) oczywiście bułeczki i białe pieczywo na wszelki wypadek też się znajdzie….
Nasi nowi „zagramaniczni” znajomi podróżują po Europie trasą: Niemcy – Polska – Czechy – Austria i Włochy. Mają bardzo dobre doświadczenia z Polakami, więc naszej Miłościwie Nam Panującej Władzy chyba nie wszystko udało się jeszcze popsuć. Aczkolwiek o ministrze naszej kulawej edukacji słyszeli, oj słyszeli. O Prime Minister toże… No cóż, bez komentarza.

PS. Oskari niczego sobie, zresztą obije są super!!!

Marko

Już trzeci dzień jestem słomianym wdowcem. Bąbel pojechał na wesele przyjaciółki, a mi prawa ręka już odpada. Nic to, wysypiam się, obijam się i czytam, czytam, czytam. Mam kilka nowych nabytków z Empiku:
„180 000 kilometrów przygody” (Tony Halik), „Prowadził nas los – autostopem dookoła świata” (Kinga i Chopin), „Blondynka Tao” i „Poradnik Globtrotera” (Beata Pawlikowska)

Mama dała mi czerwone porzeczki, żeby zrobić jej galaretki na zimę, więc jeszcze dzisiejszy dzień mam zapełniony. Dziś też mamy pierwszych gości z Hospitality Club – Maija i Oskari z Finlandii. Trzeba kupić nasz narodowy napój (Żubrówkę) i … No właśnie, nie bardzo mam pomysł, co ugotować. Coś, co ma być polskie. Myślałem o pierogach, ale chyba zrobię mielone, ziemniaczki i mizerię. Oooo, i zupę pomidorową! Albo ogórkową! Bardziej uniwersalne, a przecież też polskie. Mam jeszcze ogarnąć chałupkę. Bąbel jak zwykle przyjedzie na gotowe… Ciężkie jest życie kury domowej :(


  • RSS