on-i-on blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2007

Jako skomercjalizowane ciotki, przygotowania do Świąt rozpoczęliśmy od zakupu prezentów. Wszystko już kupione, i chociaż w tym roku po nowoczesnemu, czyli via internet, nie ominęły nas przyjemności biegania po sklepach i podniecania się na widok choinek, bombek i różnych nowości elektronicznych. Mama dostanie sokowirówkę i nową komórkę, teściowa odkurzacz, szwagry aparat do pstrykania profesjonalnych fotek, Bąbel i siostra… oj się rozpędziłem… Oni zbyt często zaglądają na tego bloga, żebym mógł pisać co ona dostanie.
Tak więc święta pełną gębą. Mam nadzieję, że w tym roku uda nam się kupić równie piękną, wielką choinę co w zeszłym roku i niebawem poczujemy zapach lasu w naszym skromnym mieszkanku. Na szczęście następne Święta będą już pod własnym dachem :)

Bąbel, odkąd pracuje w banku bardzo się zmienił. Już nie chodzi zestresowany, jest radosny, pełen energii i …. niewyżyty seksualnie. Nie żebym narzekał, ale od prawie dwóch tygodni mam obolałą swoją najmniej szlachetną część ciała. Przyjemnie obolałą. Ale dzisiaj się zemszczę!!!

U mnie w pracy już powoli zaczyna się spokój, co miałem pozałatwiać – pozałatwiałem, chyba, że jeszcze na dwa tygodnie przed Świętami przypomni się komuś, że jeszcze nie mają jakiś gadżetów… ale taki urok… A po Nowym Roku zaczynamy z ofertami walentynkowymi :)

Nie wiem, czy pisałem, ale mam nienajlepszą wiadomość dla mieszkańców miasta stołecznego – od jakiegoś czasu chodzę na kurs na prawko, więc jak dobrze pójdzie niebawem dołączę do zacnego grona aktywnych użytkowników naszych dziurawych dróg miejskich. No, chyba, że zaczym zdam egzamin, to wszystkie drogi będą już poreperowane ;)

Muszę kończyć, Bąbel wrócił z kąpieli, teraz moja kolej, więc spadaaaaaammmmm

Padł mi zasilacz. 2 dni lataliśmy z Bąblem po całej Warszawie za odpowiednim urządzonkiem, który mógłby nakarmić baterię w lapku. Nigdzie nie było chętnego podzielić się swoimi voltami, ale dzisiaj go znalazłem !!! Upragniony, wytęskniony i niezbędny do dalszej pracy znalazł się niedaleko domu. Cóż – złośliwość rzeczy martwych…

Od wczoraj gościmy narzeczonego Rodzynkowego. Uwielbiamy z Bąblem ich obu, szkoda, że tak krótko, ale coś za coś. Mam nadzieję, że będziemy się częściej widywać. Bąbel robi karierę w banku :P oczywiście na plecach swojego szefa, a mojego braciszka (tylko bez skojarzeń!!!), ja pracuję od świtu do nocy, ale… już w lutym szykuje nam się miesięczny wyjazd do Indii. Luty lutym, ale na Sylwestra jak na razie totalna pustka i brak pomysłów. Może narty??? Tylko szkoda, że ani Bąbel, ani nasi potencjalni współtowarzysze (Czarki) nie jeżdżą na tym cudownym wynalazku. Mam nadzieję, że nie będę się musiał udzielać wszystkim swojej cudownej mocy nauczycielskiej i będę mógł sam trochę pośmigać. Oczywiście, jeśli do tego wyjazdu dojdzie…

A teraz dalej się biorę za projekt dla mojego… hmmm… „ukochanego” hmmm…. Klienta, bo na jutro mam przesłać gotowe materiały. A Bąbel śpi :)


  • RSS