Kaczki się macerują w majeranku, kiełbaska jutro do zrobienia, zakupy świąteczne zrobione. Jeszcze tylko jajek nie pomalowaliśmy, ale Bąbel swoich nie chce poświęcić…

Cały ostatni tydzień Bąbel udawał, że choruje i bite 7 dni przebimbał na L4. Wreszcie mieliśmy trochę czasu, aby się sobą nacieszyć, ale co dobre, szybko się kończy i Mały zachrzania teraz w robocie. Mieliśmy plany wyjechać na weekend do Rzymu, ale niestety nie znaleźliśmy żadnych tanich biletów a wydawanie prawie 1000 zł na łebka wydało nam się bez sensu. Nic to, planujemy trasę do Turcji – wyjeżdżamy na początku lipca i powoli się przygotowujemy. Rejsowy samolot do Istambułu jest tańszy niż do Rzymu, który z resztą leci przez Rzym i jak się uda, to i tak spędzimy tam 2 dni :)

U mnie w pracy trochę lipnie, chociaż fartownie udało nam się pospłacać wszystkie kredyty i karty, które zresztą oddaliśmy mojej mamie na przechowanie. Tam będą bezpieczniejsze, bo nas jakoś kasa nie chce się trzymać…

Kropka wariuje i rośnie. Rośnie i wariuje. Wychodzimy już z nią na dwór, więc jest przeszczęśliwa, że może się wyszaleć. My jesteśmy za to przeszczęśliwi, bo po takim spacerku, Mała sobie smacznie śpi i my mamy trochę spokoju. Waży już 7 kg :)

 

- Czesiu, dlaczego jesz zdechłe ryby?

- Bo te żywe uciekają…

 

/ właśnie usłyszałem w TV…

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!


Marko