Jesteśmy cholernie zmęczeni. Zwożenie klamotów do nowego mieszkania, latanie za sprzętami, płytkami i innymi pierdoletami nas wykańcza. Na domiar tego mam mnóstwo pracy „zawodowej”. Padamy na pysk. Wracamy późnymi wieczorami do domu. Nawet bzykanko nie jest tak często jak kiedyś – szybki numerek i idziemy lulu.

Wczoraj kupiliśmy na Bartyckiej piękne kafle do łazienki i na podłogi, halogenki i stelaż do kibelka. Jutro przyjeżdża wanna…  Dobrze, ze dzisiaj nie biegamy po mieście, ja będę miał czas zająć się pracą a Bąbel sprzątaniem w domu. Na budowie jesteśmy chyba najbardziej upierdliwymi lokatorami – jesteśmy prawie codziennie, a czasem kilka razy w ciągu dnia. Znamy się ze wszystkimi ochroniarzami, kierownikami budowy i innymi szychami :)

Na zakończenie wczorajszego dnia pojechaliśmy całą rodzinką (ja, Bąbel, mama i siostra) na zakupy do Tesco. Oto co znalazło się w moim koszyku:

- salceson

- flaki

- golonka

- świńskie nóżki

Rita stwierdziła, że jednak dobrze, że nie musi się u nas żywić :) A my na jutro będziemy mieli pyszne nóżki w galarecie. A pojutrze flaczki…………

 

Marko