on-i-on blog

Twój nowy blog

No wreszcie, już niedługo się przeprowadzamy.

Dzisiaj zamówiliśmy meble do kuchni i jednak zdecydowaliśmy się na wszystkie bajery – samo domykające szuflady wewnętrzne, okucia Bluma, sortownik na śmieci, itp. Kolor ciemny orzech, blaty z granitu kashmir gold, czyli wszystko to, o czym marzyłem. Przedostatni raz widzieliśmy się z właścicielem mieszkania od którego wynajmujemy naszą dziuplę i powoli szykujemy się do przeprowadzki.

W studiu kuchennym spędziliśmy kolejny raz prawie trzy godziny – tyle zajęło nam ustalanie szczegółów, wybór koloru frontów, itp. Teraz czekamy. Mam nadzieję, że wszystko będzie OK. AGD już wybrane i pozamawiane. Zamówiliśmy tez szafy do sypialni i łazienki, w tym samym miejscu, gdzie zamawialiśmy kuchnię, więc parę groszy udało się zaoszczędzić. W przyszłym tygodniu idziemy szukać podłóg i kafli na ściany do łazienki, zastanawiamy się nad trawertynem, ale boję się, że to może pogrążyć nasz budżet, więc się jeszcze zobaczy. Chciałbym, żeby na święta było już wszystko gotowe.

 

Prawko oblałem, ale, że to pierwsze podejście, więc stresu nie ma. Oblałem głupio, na sam koniec egzaminu nie zatrzymałem się na warunkowym – strzałce w prawo. Ale nic to, nie taki diabeł straszny jak go malują i mam nadzieję, że następnym razem zdam. Z oczywistych przyczyn zakup samochodu się przesunie w czasie – meblowanie i remont pochłania dużo kasy, a w lutym jeszcze chcielibyśmy odwiedzić moje wymarzone Indie.

 

Zaczynam pracę nad filmem. Trzeba dopracować scenariusz, zebrać ekipę i zrobić casting. Niestety, brak czasu i natłok różnych zajęć cały czas przesuwa termin, ale mam nadzieję, że na wiosnę uda się rozpocząć zdjęcia.

 

Żeby nie było tak sielankowo, Bąbel stracił pracę. Fajne jest to, ze mamy więcej siebie, ale niestety okres wielu wydatków, więc mam nadzieję, że w miarę szybko coś znajdzie. Mi na szczęście klienci ostatnio dopisali, więc mam nadzieję, ze całe urządzanie obędzie się bez żadnych kredytów, ale niestety pasa trzeba zacisnąć.

Przepraszam, że nie pisałem, teraz będę już gryzmolił regularnie (przynajmniej będę się starał) a tymczasem wkleiłem zmontowany film z Turcji :)

Cz. 1 – Stambuł
 

 

Cz. 2 – Kapadocja


 

Cz. 3 – Konya


 

Cz. 4 – Egirdir, Pamukkale, Bodrum


 

Cz. 5 – Efes, Selczuk

Wczoraj wróciliśmy. żyjemy. Pokochaliśmy nowy kraj. Niebawem krótka realacja i kilka fotek.

Marko

Po drodze minęły urodziny Krzysia, bardzo udane, wbrew obawom, że przyjdzie mało gości. Kuchnia turecka była, wszak już jutro lecimy do tego kraju :) O 13:10 startujemy naszym ulubionym ;) LOTem i o 16:30 czasu lokalnego jesteśmy w Stambule.  Pierwszy raz miałem do wczoraj jakieś złe przeczucia co do tego wyjazdu, ale dziś już się nie denerwuję i z niecierpliwością czekam na oderwanie się samolotu od płyty lotniska. 26 czerwca spotykamy się na kilka dni w Bodrum, ze znajomymi, którzy lecą z biurem podróży, więc znajdziemy też czas na odpoczynek. Ogólnie wyjazd szykuje się bardzo intensywny, przed nami wiele kilometrów w autobusach i pociągach, ale za to zwiedzimy prawie całą Turcję – od morza Marmara, przez Kapadocję, wioski kurdyjskie, Anatolię po Riwierę turecką :) Oczywiście Troja i Efez też muszą się znaleźć na naszej liście. Teraz jeszcze się pakujemy, dosuszamy żelazkiem pranie i idziemy wcześnie spać. Obiecuję jakiś filmik i trochę fotek wrzucić po powrocie.

Marko

Nasz związek rozkwitł od nowa. Nie wiem, czy to wiosna, czy to co innego, ale zakochaliśmy się z Bąblem w sobie od nowa. Wierze, że na długo, a jak znowu coś zacznie się rwać, zakochamy się znowu. W sobie. Z wzajemnością. Chodzimy jak w skowronkach, aż może to zewnątrz wydawać się za słodkie – zachowujemy się jak para zabujanych małolatów na pierwszych randkach :P

Wczoraj Dzień Matki. Bardzo sympatycznie i miło. Wpierw pojechaliśmy do mamy z pięknymi kwiatkami, a potem zabraliśmy ją do Samych Fusów na Starówce. Siedzieliśmy dosyć długo, później spacerek. I jeszcze od mamy ciasto na wynos dostaliśmy :D

W zeszłym tygodniu byliśmy na imieninach babci, ona też zachwycona moim Maluszkiem… Tak więc upływa nam ten czas na imprezowaniu, a w sobotę kolejna imprezka. Babel w niedzielę skończy 25 latek, więc ćwierćwiecze zobowiązuje i zapowiada się hucznie.

Wyjeżdżamy za niecałe 3 tygodnie :) Już nie możemy się doczekać ciepełka ….

Marko

W środę minie rok jak już piszę tego bloga. Ale ten czas zapieprza…
Tydzień temu Bąbel pojechał na wesele brata, a ja spotkałem się z kolegą z podstawówki. Nie widzieliśmy się od 16 lat więc ciekawie było. Bawiliśmy się do 3 w nocy i wbrew moim obawom, mieliśmy mnóstwo tematów do rozmowy. Tydzień, jak tydzień, ale dzięki długiemu weekendowi, krótki się zrobił i już w czwartek byliśmy z moją mamą, siostrą i oczywiście Bąblem na żaglach a prosto po przyjeździe wyskoczyliśmy do znajomego na grilla :) Następny wieczór też intensywny, bo u Czarków, a tam 0,7 na łebka trzeba było obskoczyć. Omawialiśmy nasz wyjazd do Turcji – oni jadą na 2 tygodnie z biurem podróży, my jedziemy na 3 tygodnie na własną rękę, jednak w planach mamy spotkać się na kilka dni i pobyczyć w hotelu. Bilety już kupiliśmy, wylatujemy 15 czerwca, wracamy 6 lipca, a wstępny plan podróży – Istambuł, Kapadocja, wioski kurdyjskie, Konya, Pammukkale i Efez. Plan napięty, ale co to dla nas :P. U Kurdów trochę niebezpiecznie, ale mam nadzieję, że jak zwykle fart nas nie opuści. Wstępnie myślałem też u wypadzie do Syrii, ale niestety, czasu zbyt mało. Przymierzamy się też powoli do Indii, jednak to jest uzależnione od odbioru mieszkania. Zamieszkać w nowym domku mamy we wrześniu, ale jakoś czarno to widzę,  bo budowa coś wolno idzie…

Na dzień dzisiejszy domek wygląda tak:

 


Mieszkanie mamy zawalone kartonami, bo naszło nas na zakupy i pokupowaliśmy hokery, lampy, baterie, okap, wannę i inne pierdolety, mam tylko nadzieję, że wujek zgodzi się zabrać to wszystko do siebie na działkę…

Marko

Hmmm…. Tak mnie ostatnio naszły rozważania jak długo może trwać miłość? Nie wiem, ale mimo tego, że czasem prowadzimy z Bąblem zaciekłe wojny, to i tak żyć bez siebie nie umiemy. Kocham go, jak wraca z pracy, kocham, gdy się kłócimy, kocham jak je i pije, kocham gdy śpi… Kocham jak się wala po mnie (dla niewtajemniczonych – kładzie się na mnie i mnie maltretuje :P). Kocham go mocniej, niż te 3 lata temu, kiedy się zakochałem. Kocham go mocniej, niż kiedykolwiek…

Czasem się zastanawiam, czy on też mnie kocha? W ciągu dnia nie przyjdzie mnie przytulić, nie powie, że kocha, czasem strzeli focha, czasem coś odwarknie. Brak mi czasem tej czułości, ale wiem, że też mnie kocha. Okazuje to na swój sposób, na co dzień, bez powodu. A to mnie podzióbie, pozaczepia, jak jestem chory zadba o mnie, w nocy całą noc mnie tuli, jak go o coś poproszę, zawsze to zrobi. Wiecie,  co mnie od zawsze rozczula? CODZIENNIE jak wychodzi do pracy, ja zwykle jeszcze śpię, robi mi dwa wielkie kubki herbaty, żebym po obudzeniu miał czego się napić…

Czy ja Go kocham, czy wciąż jestem w Nim zakochany???

 

Dziękuję Ci Misiu za to, że jesteś :*

 

Poza tym, co powyżej napisałem, Bąbel jest czasem jak dziecko. Przedwczoraj bardzo bolał go brzuch (po porcji lasagne, 1,5 średniej telepizzy i kebabie może to nie dziwne), więc wczoraj zaaplikowałem mu głodówkę. Na obiad kurczak gotowany z warzywami, bez przypraw. Oj, jaki był niezadowolony, Bąbel nie znosi warzyw, za to uwielbia mięcho. Najlepiej dużo i smażone. Zjadł, ale marudził, żeby chociaż dać mu kawałek czekolady. Chodził cały wieczór i mi truł, czego on by nie zjadł. Był taki nieszczęśliwy… Na kolację zjadł suchą bułeczkę a chciał jajecznicę… Oj, żal mi go było, tym bardziej, że Bąbel potrafi konia z kopytami zjeść, a ja mu tu warzywka zafundowałem… Na szczęście dzisiaj już się czuje dobrze, ale obiad jeszcze będzie lekki, mam nadzieje, że dziś już nie będzie głodował…

 

Ostatnio bawiłem się photoshopem, poniżej kilka moich prac. Mam ten program od kilku dni, więc może efekty nie są powalające, ale co mi tam J

 


Marko

Kaczki się macerują w majeranku, kiełbaska jutro do zrobienia, zakupy świąteczne zrobione. Jeszcze tylko jajek nie pomalowaliśmy, ale Bąbel swoich nie chce poświęcić…

Cały ostatni tydzień Bąbel udawał, że choruje i bite 7 dni przebimbał na L4. Wreszcie mieliśmy trochę czasu, aby się sobą nacieszyć, ale co dobre, szybko się kończy i Mały zachrzania teraz w robocie. Mieliśmy plany wyjechać na weekend do Rzymu, ale niestety nie znaleźliśmy żadnych tanich biletów a wydawanie prawie 1000 zł na łebka wydało nam się bez sensu. Nic to, planujemy trasę do Turcji – wyjeżdżamy na początku lipca i powoli się przygotowujemy. Rejsowy samolot do Istambułu jest tańszy niż do Rzymu, który z resztą leci przez Rzym i jak się uda, to i tak spędzimy tam 2 dni :)

U mnie w pracy trochę lipnie, chociaż fartownie udało nam się pospłacać wszystkie kredyty i karty, które zresztą oddaliśmy mojej mamie na przechowanie. Tam będą bezpieczniejsze, bo nas jakoś kasa nie chce się trzymać…

Kropka wariuje i rośnie. Rośnie i wariuje. Wychodzimy już z nią na dwór, więc jest przeszczęśliwa, że może się wyszaleć. My jesteśmy za to przeszczęśliwi, bo po takim spacerku, Mała sobie smacznie śpi i my mamy trochę spokoju. Waży już 7 kg :)

 

- Czesiu, dlaczego jesz zdechłe ryby?

- Bo te żywe uciekają…

 

/ właśnie usłyszałem w TV…

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!


Marko

Ostatni tydzień spędzili u nas bliźniaki Bąbla. On i ona, po 17 lat. Fajne dzieciaki, ale na szczęście już pojechali i możemy odpocząć. Wszędzie ich pełno, cały czas się kłócą, w telewizji tylko Viva, MTV czy jakieś inne szarpidruty, ew. „M jak coś tam” czy inne telenowele. Człowiek nie mógł sobie pooglądać, jak do tej pory, TVN24 czy Kuchnia.tv…. Jak się okazało, największą atrakcją turystyczną Warszawy nie jest wcale Stare Miasto, PKiN, czy jakieś muzeum, ale Złote tarasy, Arkadia i Blue City. Mamy teraz święty spokój.

Jest cicho.

Za cicho.

Szkoda, że już pojechali…

 

Pies nie daje nam spokoju. Skąd ona ma tyle energii i pomysłów na różne zabawy – nie mamy pojęcia. Śpi coraz mniej, coraz więcej się bawi. Zabawą to ciężko nazwać, bo wariuje jak diabli. Skacze, turla się, czasem nawet jakiś fikołek jej wyjdzie. Regularnie, noc w noc, zawsze ok. godziny 3 nad ranem, Kropka się budzi, wskakuje na łóżko i zaczyna gryźć. Gryzie wszystko co nam odstaje. Nosy, uszy, palce, ale nade wszystko kocha gryźć włosy. Jest też bardzo zazdrosna, jak widzi, że zajmujemy się z Bąblem swoimi obowiązkami, zwłaszcza małżeńskimi a nie jej osobistością, wskakuje na łóżko i próbuje się dołączyć…  Tylko, że wtedy chce gryźć wszędzie, więc jednak wyrzucamy ją do siebie. Oj, jaka jest nieszczęśliwa… Jeszcze bardziej nieszczęśliwa była wczoraj, u weterynarza. Biedaczce ciężko było usiedzieć pół godziny na rękach i zaczęła płakać. Na szczęście w gabinecie wszystkie badania traktowała jako zabawę i nawet nie jęknęła, jak dostała zastrzyk ze szczepionką.

Kropka rośnie jak na drożdżach i właśnie zaczyna mnie zaczepiać, więc się z nią pobawię.

Marko

PS. Dziękuję za propozycje imion. Mi najbardziej podoba się Tosca, ale Babel uparł się na Kropkę…


  • RSS